Potrzebuję rady osób doświadcoznych życiem

Tutaj piszemy na różne tematy niekoniecznie powiązane z istniejącymi.

Potrzebuję rady osób doświadcoznych życiem

Postprzez gamberka 25 lis 2012, o 16:04

Witam,
Jestem nowa na tym forum, zarejestrowałam się tutaj, żeby zasięgnąc rady osób, które więcej już przeżyły i o tę wiedzę są mądrzejsze ode mnie. Jeśli byłbyś/byłabyś chętny/a przeczytać to co mam tutaj do powiedzenia i danić mi choćby krótkiej odpowiedzi zwrotnej, to byłabm bardzo wdzięczna. Jest to temat bardzo ważny teraz dla mnie, nie dający mi spokoju na co dzień. Jestem 28-letnią dziewczyną, która...hm.. chyba zbyt mocno przejmuje się różnymi życiowymi sprawami i stąd wynika większosć jej problemów. Ale do sedna sprawy.... Zacznę może od tego, że zawsze byłam bardzo nieśmiałą dziewczyna, której imponowali faceci dobrze sobie radzący w kontaktach międzyludzkich, wzbudzający ich sympatię, podziw, tacy zakręceni trochę, nie trzymajacy się zbytnio zasad, tacy z którymi jest tak inaczej, nie przynudzają, nie maja ze soba jakichs wiekszych problemów- tacy swobodni i sprawiający wrażenie pozytywnych. Jednak jakoś tak sie składało, że nigdy nie mialam okazji z kimś takim być, zawsze bylam w cieniu nie zauwazona przez tego ktory mi sie akurat podobal. Jakos kilka lat temu na mojej drodze stanął ktoś kto mocno poruszył moimi uczuciami, bylam nim zachwycona. Poszlam na staz tam gdzie on pracował i probowalam się z nim zaprzyjaznic, tak zeby mnie polubil, lepiej poznal. On jednak potraktowal mnie tylko jak nowa znajomą. Gdy tam byłam to byl dla mnie mily i usmiechniety, ale jak zlamalam obojczyk lezalam miesiac w domu, to zupelnie nie zainteresowal sie tym tematem i gdy skonczylam staz, to też go to nie wzruszyło. Stwierdzilam, że skoro nie chce ze mna kontaktu to nie bede sie mu narzucać. W miedzy czasie przez internet poznalam innego chlopaka, ktorego caly czas traktowalam jak znajomego- z jednej strony wydawal mi sie fajny, ale z drugiej strony byl jakis taki 'nieogarniety ' zyciowo i w dodatku trafilam na czas rozpadu jego byłego zwiazku, więc on byl mocno zdolowany i żaląc mi się miałam wrazenie, ze jest taką ciapą trochę. Ale to powoli mijało, on zapominal o swojej, ja próbowalam zapomnieć o tamtym chłopaku i tak razem jakoś wspieraliśmy sie, zaprzyjaźniliśmy się trochę ze sobą przez ten internet. Nie spotkaliśmy sie wcześniej, bo mieszkaliśmy jakies 700 km od siebie, ale kiedyś on akurat był w moich okolicach więc się umówiliśmy na piwo. Na piewszym spotkaniu mialam sprzeczne uczucia na jego temat, ale przeważające na pozytywna strone. Tzn poczulam w ten sposob, że cos mi sie w nim nie do konca czasem podoba, ale ma tez cos takiego, ze nasza znajomosc moglaby się rozwinąc w pozytywnym kierunku, gdyby było tego więcej. Na kolejnych spotkaniach widzialam jednak głownie to pierwsze co mi sie w nim nie podoało- to jest związane z tym jak on wtedy wyglada- tak dziwnie, nieprzyjemnie. On twierdzi, ze to wynika z jego niepewności siebie związanej z dziewczynami, że ma tutaj jakieś kompleksy i nie wie jak sobie radzic, ze czuje sie czasem gorszym facetem. Ja nie wiem czy to możliwe, żeby wygląd tej samej osoby tak mocno sie zmienial pod wpływem tego jak ta osoba sie czuje. Poza tym miałąm go za takiego sląbszego, łatwego do zdobycia(szybko mu sie spodobalam), nie tak jak tamtenwczesniejszy, ktory byl malo sentymentalny, nie przywiazywal sie do ludzi, przez co czulam, ze trudniej go usidlic, ze jest bardziej samodzielny. Chciałam się z nim(z tym z internetu) przestać spotykać, bo gdy wygladal zle, to byla masakra dla moich oczu(ale on prosil mnie, zebym dala mu szanse... wiec dalam), ale gdy wygladal dobrze, to bylo mi z nim nawet przyjemnie i bylam nawet całkiem szczesliwa. Nigdy nie bylam w nim jakos bardzo mocno zauroczona i na pewno nie tak jak w tamtym wczesniejszym, ale ten jest tak bardzo dobry dla mnie. Jest ogolnie pozytywny, ma interesujace, zwiazane z nauką zainteresowania. Jest spokojny, nie ma takich odpałów jakichś zakręconych jak tamci wszycy co mi sie wcześniej podobali. Trochę jest dla mnie za spokojny pod tym względem. Czasem mam ochotę na cos bardziej szalonego, a on najchetniej czytałby książki albo siedział przy komputerze i grał w gry. Lubimy razem podrózować i przy tym faktycznie sie nie nudzi i sie dogadujemy. Jest mocno myślący o innych i przejmujący sie tym, gdy komuś dzieje sę krzywda, tamten wcześniejszy nie był tak sentymentalny, a jednak do niego ciągnęło mnie bardziej. Teraz już tamten tak mnie nie rusza, ale czasem brakuje mi czegos takiego bardziej 'krejzi'. Mieszkamy teraz razem z tym chlopakiem z internetu, ale przez tych kilka lat probujemy ulozyc to sobie wszystko. On jest mi oddany, zakochany we mnie, a ja od czasu do czasu wciaz jeszcze widze w nim te negatywne rzeczy, że mnie odrzuca na kilometr. Nie wiem co mam zrobić, tak mocno sie z soba zżylismy, zaprzyjaznilismy, on tak dobrze mnie rozumie, on wie o mnie najwiecej, nikomu nie powiedzialam o sobie tylko co jemu. Troszczy się o mnie, dba, jest dla mnie dobry przyjemny, a ja przez wiekszosc czasu nie potrafie odwdzieczyc mu sie tym samym. Cos czuje do niego, czasem pojawia sie we mnie pociag do niego, wieksza sympatia, ale na co dzien jest różnie. Mam zszarpane nerwy tą nasza sytuacją i jeszcze swoimi wczesniejszymi studiami, ale tego tematu nie bede poruszac, zeby niepotrzebnie nie rozbudowywac opowiesci. Prosze tylko przyjac do wiadomosci, ze z moimi nerwami jest średnio przyjemnie, tzn. miewam nerwicowe problemy- dusznosci, drgawki, lęki, zasłabniecia. Gdy mam spokojniejszy okres to to przechodzi, ale gdy znów zaczyn czuć sie z nim gorzej, to znowu zaczynam się przejmowac, stresować. Bo sumarycznie chcialabym, zeby mi z nim wyszło, ale też nie potrafię zaakceptować tego jak on czasem nie radzi sobie poza domem, jak on wtedy wyglada. On sie stara, z wieloma sprawami juz sobie poradzil i duzo rzadziej widze w nim to negatywne niz dawniej, ale z drugiej strony na co dzien czasem bywa mi obojetny, czasem jest pozytywnie miedzy nami, ale majac w sobie te wszystkie leki z przeszlosci zaczyna mi sie robic duszno gdy próbuje mnie dotknąc. I tak sobie razem żyjemy. Chce z nim byc, ale nie wiem czy potrafię. On natomiast też chcialby miec pewnosc, że dziewczyna z która jest go kocha. Stanelismy w takim punkcie, że nie wiem co dalej robic. Nie wiem jak moglabym poprawic sytuacje miedzy nami, jak moglabym sie uspokoic, poczuc lepiej. Co powinnam zrobic? Co on powinien zrobic? Co obydwoje powinnismy zrobic? Boje sie ze kiedys moge poznac kogos takiego jak ten były obiekt mojego zauroczenia i bedzie mnie do niego ciagnąc.. Z drugiej strony nie chce tego. Chcialabym kochac tego obecnego mężczyzne i z nim byc szczesliwa. Tylko czy potrafie? Czy to możliwe? Czy może nam się udać? Proszę o jakąs odpowiedź, prosze powiedzcie co o tym myślicie? Czy nasz zwiazek ma szanse być zdrowy i szcześliwy? Jeśli to możliwe, to jak mozemy sobie pomoc, co byscie nam radzili? Z góry bardzo dziękuję za odpowiedz. Pozdrawiam. Monika
gamberka
Nowicjusz
Nowicjusz
 
Posty: 1
Dołączył(a): 25 lis 2012, o 16:01


Powrót do Różne różności

Kto przegląda forum

Zidentyfikowani użytkownicy: Brak zidentyfikowanych użytkowników